strona główna mapa strony kontakt

Nasi podopieczni w nowych domach

powrót

ASIA

P 72/07/05

Data rejestracji: 2005-07-15

Gatunek: pies

Rasa: mieszaniec

Rozmiar: średni


Nazywam się Asia. W mojej książeczce widnieje informacja: Asia, wersja mix, rocznik 2000. W rzeczywistości według mojej pani Doktor mam około
dwóch lat więcej i jestem bardzo twardym egzemplarzem :) Zostałam adoptowana w 2010 roku podczas powodzi (wcześniej 5 lat spędziłam w
krakowskim schronisku). Początkowo moi właściciele nie wiedzieli jak się ze mną skomunikować, bo nikt nie znał mojego imienia. Po tygodniu od
adopcji objawiłam się jako Aśka, jednak jednocześnie zaczęłam prezentować pewne problemy z uszami. Okazało się, że świerzb i infekcja tuszu spowodowały u mnie prawie całkowitą utratę słuchu, a jedyne dźwięki które potrafiły wzbudzić moje zainteresowanie to dzwonek do drzwi, głośne klaskanie i śmiech mojej pani. Po kilku miesiącach leczenia (wciąż testowali na mnie nowe medykamenty) udało się pozbyć niechcianego towarzysza i w końcu przestali mi czyścić uszy patyczkami i zakraplać te paskudne maści i krople. Teraz można było zacząć bawić się na całego i chociaż pozornie jestem oazą spokoju na polach odzywał się we mnie zew wolności: biegałam, skakałam i uwielbiałam wchodzić na wszelkie stromizny. Jedyną oznaką mojego dojrzałego wieku była siwawa broda (którą notabene niewprawne oko mogło odebrać jako biały rzucik na moim perfekcyjnie czarnym jestestwie), tak - siwiałam, moi drodzy, jedynie od strony tzw. podwozia. Tak upłynął mi rok nowego życia. Niestety w 2011 roku w czasie tych niemiłosiernych upałów miałam wylew. Właściwie na początku kręciło mi się w głowie ale kiedy w nocy wypadłam ze swojego ukochanego wiklinowego posłania i nie mogłam skoordynować wszystkich łap trafiłam na nocny dyżur. Przez kilka dni nie byłam w stanie zapanować nad własnym ciałem, nie miałam apetytu, codziennie jeździłam na zastrzyki, a na spacer wychodziłam tylko za tzw. potrzebą. Wylew miałam w środę i przez dwa dni nawet nie próbowałam wchodzić do swoich posłań, spałam na podłodze w przedpokoju, bo stamtąd było blisko do wyjścia, a płytki dawały przyjemny chłód. Przełom w moim ozdrowieniu nastąpił w sobotę, kiedy to aromaty mojego ulubionego królika zmusiły mnie do wizyty w kuchni. Najpierw byłam karmiona, bo nie mogłam sama jeść - po wylewie wykręciło mi troszkę łepetynę w lewo i ku  górze - a później powoli pokonywałam coraz większe odległości i wróciłam do samodzielnej egzystencji. Masaże i znielubione zastrzyki przyniosły oczekiwany efekt i właściwie po kilku tygodniach pozostał my tylko lekko przekrzywiony łepek. W kolejnych miesiącach odzyskiwałam rezon i znów mogłam biegać i witać się z moim ulubionym kolegą akitą. W 2012 roku Pani weterynarz zaleciła mi wykonanie EKG i jako seniorka zaczęłam łykać leki na poprawę dotlenienia mojego serducha. Chwilę później przeszłam także zabieg dentystyczny i od tego momentu można było podziwiać mój nieco szczerbaty ale promienny hollywoodzki uśmiech. Moje życie nadal było szczęśliwe: spałam w dzień kiedy moi państwo wychodzili do pracy, a potem witałam ich podskokami i zaczynały się wspólne spacery i gotowanie :) Niestety w pewnym momencie zaczęłam odczuwać dolegliwości wątroby. Mimo zdrowej diety (głównie brązowy ryż i mięso; za warzywami jakoś nigdy nie przepadałam) nękały mnie coraz częstsze wymioty. Pani weterynarz zaleciła ochronę wątroby medykamentami, których z czasem zrobiło się naprawdę dużo - jak u babci (4 tabletki rano i 4 wieczorem). Kiedy zaczęłam chudnąć przeszłam również na specjalistyczną dietę weterynaryjną ale jako, że nigdy nie przepadałam za chrupkami,postanowiłam jadać tylko mokre dania puszkowe. Smaki nudziły mi się często i miałam momenty buntu, no ale dieta to dieta. Dzisiaj ważę trochę mniej niż połowę mojej wagi z przed choroby. Nie mam już siły biegać i witać moich państwa podskokami. Jem całkiem sporo ale nie mogę przytyć, w sumie jestem zadowolona jeśli nie schudnę. Moi państwo starają się urozmaicać moją codzienność i najbardziej lubię wyjazdy nad morze, kiedy mogę chodzić po ogrodzie ile tylko zapragnę. Spacery na smyczy przestały mnie interesować, właściwie dziwi mnie jak moi państwo budzą mnie rano na spacer, przecież mogą pójść beze mnie skoro tak bardzo o tym marzą. Wracając jednak do wyjazdów nie wspomniałam, że jestem amatorką jazdy samochodem i kiedy tylko nadarzała się okazja wyjeżdżaliśmy z państwem w góry, nad jezioro, morze. Zwiedziłam okolice Istebnej, Zakopanego, Zamojszczyznę i wybrzeże Bałtyku, teraz wolę spokojnie postać w ogródku lub przespacerować się po swoim balkonie, zwłaszcza że wzrok już nie ten. Teraz czas na spokojną emeryturę :)

Pozdrawiam Wszystkich Seniorów i Małolaty z Krakowskiego Schroniska.

Zwierzęta do adopcji

zobacz wszystkie
Projekt i wykonanie: Fabryka Stron Internetowych  CMS - FSite
Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki. Zamknij